Co by było, gdyby to Mock zabijał?

    Co by było, gdyby to Mock zabijał?

    Jacek Antczak

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Rozmowa z dr. Mariuszem Czubajem, antropologiem kultury i twórcą kryminałów
    W środę premiera "Głowy Minotaura". Tym razem Marek Krajewski, a właściwie jego bohater Mock, udał się z Breslau do Lwowa. Ale dalej jesteśmy w latach 30. XX wieku. Co sprawia, że kryminały w stylu retro są tak popularne, zresztą nie tylko w wykonaniu wrocławskiego autora?

    W przypadku polskiego kryminału ta moda wzięła się z oczywistej luki. Nasz kryminał zawsze, aż do czasów Marka, kojarzył się ze współczesnością, która była wciąż rysowana przez polską powieść milicyjną. Krajewski to zmienił. Równie istotne jest to, że świat, który nakreślił Marek Krajewski w swoich książkach z takim pietyzmem i dbałością o szczegóły i detale, czytelnik mógł potraktować jak powieści historyczne. Nawet jak przewodnik. Część czytelników czyta kryminały jak bedekery.

    No a bohater Krajewskiego?

    To trzeci czynnik: mamy do czynienia z wariantem policji w stylu retro - nawet jeśli jest to porządna niemiecka machina policyjna - co sprzyja różnym zabiegom fabularnym. W dzisiejszych czasach, gdy o wszystkim decyduje DNA i nowoczesna kryminalistyka, ciekawi jesteśmy detektywa-samotnika, którego wrażliwość i wyobraźnia decydują o pomyślności rozwiązania sprawy i zagadki morderstwa. Powrót do detektywa niewszechwiedzącego, ale za to czującego świat, poświadcza popularność kryminałów retro.

    W innych krajach też mają swoich Krajewskich?

    Moda na kryminał retro istnieje w rozmaitych odmianach i wariantach. Przywołam choćby Stevena Saylora, którego detektyw rozwiązuje sprawy kryminalne w czasach... starożytnego Rzymu. Blisko Marka są kryminały szkockiego autora Philipa Kerra, który napisał trylogię "Berlin Noir". Niestety, dotąd tylko jedna z części, "Marcowe fiołki", wydana została po polsku. Ich bohaterem jest prywatny detektyw specjalizujący się w odnajdywaniu ludzi zaginionych w czasach III Rzeszy.

    Podobałyby się we Wrocławiu. Poza tym mamy modę na kryminały inspirowane twórczością Dona Browna i jego "Kodu Leonarda". Mamy tajemnice Michała Anioła, Kopernika...

    ..."Manuskrypt Beethovena" i wiele innych tego typu. To też jest zwrot w stronę historii, i to w dodatku apokryficznej. Czyli bardziej opowieść o światach możliwych niż rzeczywistych. Co by było, gdyby?
    Kto wie, czy to pytanie dla dzisiejszych kryminałów nie jest ważniejsze od pytania "Kto zabił?". Co by było, gdyby Beethoven skomponował taki, a nie taki utwór? Co by było, gdyby Michał Anioł namalował coś innego? Mamy zwrot w stronę historyczności. Ciekawe, że taki sam dokonał się w filmie. Przypomnijmy rozmaitych "Gladiatorów", "Troje" czy filmy Mela Gibsona.

    Historia to jedno, a miejsca to drugie. Wrocław ma kryminały z Breslau i Lwowem w tle, ale inne miasta nie chcą być gorsze i nas gonią. Kraków ma Świetlickiego, międzywojenna Warszawa kryminały Konrada I. Lewandowskiego, pisane są thrillery rozgrywające się w Łodzi, Poznaniu, Gdańsku...

    Jest tego trochę. Mamy modę na pisanie "kryminałów regionalnych". Autorzy szukają swoich nisz, nie tylko tematycznych i fabularnych, ale wykorzystujących region, miejsce akcji.

    Skąd takie pomysły?

    W takiej książce autorowi łatwiej o przedstawienie świata wiarygodnego, a to dla czytelników kryminałów ważne. Po drugie - i tu Wrocław jest świetnym przykładem - coraz częściej kryminałem interesują się władze miast, bo to znakomita promocja miasta. No i w oczywisty sposób można liczyć na zainteresowanie czytelników z danego regionu, którzy jako pierwsi nadgryzą to nowe jabłko w koszyku. Na świecie zresztą to jest powszechne: mamy Los Angeles Chandlera czy Elroya, Mankella tropiącego zbrodnie w Ystad, Marininę w Moskwie czy Rankina z Edynburgiem. Pisarze z topografii robią swoje specialite.

    Czy w Polsce Marek Krajewski jest 3 kilometry przed peletonem ścigających go twórców kryminałów?

    Napisałem, że Marek jest Małyszem kryminału. Biorąc pod uwagę chwiejną formę mistrza, można by to odebrać jako opaczny komplement, ale intencje miałem szlachetne. Bez wątpienia jest mistrzem, a peleton daleko za nim. Ale jest też szczęściem i nieszczęściem polskiego kryminału. "Szkodę" mu wyrządził, bo skanalizował polski kryminał w stylistyce retro. Mam wrażenie, że jego oddziaływanie jest teraz tak silne, iż czytelnicy wolą takie książki niż te dziejące się tu i teraz. Ale tym większa szansa dla tych, którzy chcą takie rzeczy pisać.

    Czy Mock w kolejnych książkach będzie podróżował po Europie?

    Nie wiem, gdybym wiedział i tak bym nie powiedział. Osobiście wolałbym, by Mock był bardziej stacjonarny niż kosmopolityczny.

    A Pan goni przyjaciela i współautora z Wrocławia?

    Do września oddam swoją drugą książkę, zatytułowaną "Martwy punkt".

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama