Autyzm, czyli w rękawicach bokserskich przez życie

    Autyzm, czyli w rękawicach bokserskich przez życie

    Justyna Kościelna

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Tak, tak - te piękne panie i ci czarujący panowie to bohaterowie tekstu. Od lewej: Anna i Borys, Asia i Kuba, Sylwia  i Alan. Zdjęcia pochodzą z kalendarzy
    1/11
    przejdź do galerii

    Tak, tak - te piękne panie i ci czarujący panowie to bohaterowie tekstu. Od lewej: Anna i Borys, Asia i Kuba, Sylwia i Alan. Zdjęcia pochodzą z kalendarzy charytatywnych wydanych przez Dar Losu. Dochód z ich sprzedaży zasili konto stowarzyszenia ©Anna Grabowicz-Pietrakowska

    Pani Henia ze spożywczaka wie, że dżem malinowy ma stać na półce po lewej, a ryż długoziarnisty za ladą, koło kaszy. Bo kiedy dżem znika z półki, Alanowi świat wali się na głowę. Przez głupi dżem świat nagle przestaje istnieć.
    Była jesień. Wrzesień, a może październik... - Sylwia Majewska grzebie w pamięci, ale szczegóły już się zatarły. Nie pamięta, w co ubrany był tego dnia Alan i czy świeciło słońce. Za to gromkie "yes, yes, yes", jakie wyrwało się wtedy z jej gardła, dźwięczy w uszach do dziś.

    Był wrzesień, a może październik, gdy jej syn postanowił przemówić. Niespodziewanie policzył do trzech, a ona oszalała z radości. Na te słowa czekała 48 długich miesięcy. Nie pamięta, czy świeciło wtedy słońce, ale gdy Alan powiedział "raz, dwa, trzy", na chwilę na pewno wzeszło.

    ***
    Joanna Pyzińska, nauczycielka francuskiego z Legnicy, na takie wschody musi jeszcze poczekać. Kuba ma dziewięć lat i do tej pory nie powiedział ani słowa. Ale ostatnio zrobił olbrzymie postępy - po trzyletniej terapii zaczął wskazywać palcem na przedmiot, który chce dostać. Chmura zasłaniająca słońce jakby ciut zelżała.

    - Od sześciu lat walimy w mur. Walimy z różnych stron, raz mocniej, raz słabiej. Walimy w nadziei, że gdzieś znajdziemy wyrwę, mur runie, a my wreszcie trafimy do syna - opowiada.

    Dwa lata temu postanowiła wynieść chorobę Kuby poza cztery ściany. Nie sądziła, że ludzie zareagują tak życzliwie. Koncert, który wtedy zorganizowali z mężem, miał wesprzeć terapię chłopca.

    - Spotkaliśmy się z niezwykle ciepłym przyjęciem. Ale mąż stwierdził, że to nie fair, bo przecież inne dzieci też potrzebują pieniędzy na leczenie. I że w grupie siła. Więc postanowiliśmy tę grupę zorganizować - mówi z werwą Joanna. Kilka miesięcy później figurowała już w papierach jako prezes legnickiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci z Autyzmem i Innymi Zaburzeniami Rozwojowymi "Dar Losu".

    Z następnego koncertu skorzystał już nie tylko Kubuś, ale i Alan - ten, który w pewien jesienny dzień przemówił. Skorzystały też inne dzieci, na przykład Borys Pietrakowski - czteroipółlatek, który najbardziej na świecie kocha Minnie. Kiedyś podszedł do obcej kobiety, która miała wykaligrafowaną myszkę na bluzce i się do niej przytulił. A gdy nad jeziorem zobaczył, że jakiś facet próbuje usiąść na własny ręcznik z podobizną Minnie, krzyknął, by tego nie robił. Pan się zaśmiał i usiadł, a Borys wpadł w rozpacz.

    Gdy ma zły dzień i coś idzie nie po jego myśli, potrafi uderzyć siostrę. Albo pazurami przeorać twarz taty. - Agresją reaguje na ból, na strach - tłumaczy Anna, mama Borysa i przewodniczka po jego świecie. Sylwia mogłaby to samo powiedzieć o Alanie. Kiedyś, w napadzie szału, złamał jej nos.

    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama