Ani Mru Mru świętował we Wrocławiu swoje dziesiąte urodziny

    Ani Mru Mru świętował we Wrocławiu swoje dziesiąte urodziny

    Małgorzata Kaczmar

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Rozmowa z Michałem Wójcikiem, Marcinem Wójcikiem i Waldemarem Wilkołkiem.
    Gracie już razem dziesięć lat. Ile dni rocznie spędzacie w trasie?

    Michał Wójcik: Ze dwieście?
    Marcin Wójcik: Albo nawet więcej.

    Nie macie siebie już trochę dość?


    Michał Wójcik: Oczywiście, że mamy. Nie możemy już na siebie patrzeć. Jedyną sytuacją, kiedy ze sobą rozmawiamy, są próby lub występy. Poza nimi nie wytrzymujemy swojego towarzystwa. Widujemy się tylko na próbach, występach i nad ranem w barze.

    Ale od czasu do czasu zdarzają się miłe momenty?

    Michał Wójcik: Jasne. Te dziesięć lat to szmat czasu. Np. Grand Prix na Przeglądzie Kabaretów Paka, gdy dokopaliśmy Kabaretowi Moralnego Niepokoju. A szczególnie miły moment następuje, gdy idziemy do banku.
    Marcin Wójcik: Ja mam miłe momenty, ale to się nie nadaje do publikacji.

    Stresują Was wpadki na występach?

    Michał Wójcik: Nam się raczej nie zdarzają wpadki, jesteśmy profesjonalistami. Musimy unikać takich sytuacji, bo każda grozi karami finansowymi. A tak zupełnie serio, każdy występ jest nasycony wpadkami, ale to jest fajne. Nie przejmujemy się, bo możemy to ograć w dowolnie dobrany sposób.

    A Wasze ulubione kabarety?

    Waldemar Wilkołek: Kabaret Jurki.
    Michał Wójcik: Ja mam trzy...
    Marcin Wójcik: Ani Mru Mru, Ani Mru, Mru i Ani Mru Mru?
    Michał Wójcik: Kabaret Dno, Kabaret Hrabi i Kabaret Moralnego Niepokoju.

    Ale zawsze się cieszycie, gdy im dokopiecie na jakimś przeglądzie?

    Oczywiście. Lubimy się, ale bez przesady. Cieszymy się z każdej wygranej, dlatego, że przegrana niesie ze sobą olbrzymie konsekwencje - wyśmiewanie przez inne kabarety, szydzenie, nie mówiąc już o karach finansowych.

    Zagralibyście w reklamie? Czy dla kabaretu to strzał do własnej bramki?

    Nie mówimy nie, ale chcemy ją zrobić po swojemu. A większość propozycji dla nas opiera się na tym, że chcą nas, ale jest jakiś facet, który ma swoją koncepcję na to, co będzie śmieszne. Poza tym zagraliśmy już w jednej reklamie. Dla naszego kolegi z Lublina, który ma swoją firmę.

    Nie denerwuje Was, że jesteście kojarzeni przede wszystkim ze skeczem "W chińskiej restauracji"?

    Marcin Wójcik: Zespół The Rolling Stones też jest kojarzony tylko z piosenką "Satisfaction". I dobrze. Nie graliśmy "Chińskiej restauracji" chyba od pięciu lat, wróciliśmy do niej z okazji dziesięciolecia. Ale szczerze mówiąc, jeśli gra się numer przez trzy lata z rzędu, to on się jednak trochę nudzi. Najpierw improwizujemy, za każdym razem dodajemy jakieś nowe kwestie, ale potem dochodzi się do momentu, że już nic się nie da dodać. Ja np. strasznie nie lubię grać Tofika, a ludzie do dzisiaj krzyczą z widowni: "Tofik, Tofik".

    Zdarza się, że ludzie podchodzą do Was na ulicy i pokazują autorskie wersje waszych skeczy?


    Marcin Wójcik: Bardzo często, są to zazwyczaj mężczyźni po alkoholu. Podchodzą do nas i dość bełkotliwym głosem mówią: "Pokażę wam fajny dowcip". Albo, gdy rozdajemy autografy po występie, przychodzą rodzice, którzy ciągną ze rękę swoje dzieci i mówią: "Zrób Tofika panom". Nasze skecze odcisnęły się ogromnym piętnem na psychice młodych ludzi. Nie uświadamialiśmy sobie tego.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama