Właściciel firmy znęcał się nad pracownikami

    Właściciel firmy znęcał się nad pracownikami

    Marcin Rybak

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Firma budowlana z Wołowa została przekształcona przez jej właściciela w obóz pracy przymusowej.
    Pracownicy byli bici, wożeni do pracy w bagażniku samochodu osobowego, a nawet traktowani przez szefa jak służący. Gdy nie było pracy na budowie, musieli myć samochód szefa i sprzątać mu mieszkanie.

    Tak wynika z ustaleń miejscowej prokuratury. Kilka dni temu właściciel firmy, Grzegorz Sz., został oskarżony między innymi o znęcanie się nad swoimi pracownikami. I to - jak twierdzą śledczy - ze szczególnym okrucieństwem.

    Grzegorz Sz. od lipca ubiegłego roku jest aresztowany. Nie przyznaje się do zarzutów, które stawia mu prokuratura.
    Jak wynika z dowodów zebranych przez śledczych, wraz ze szwagrem Radosławem O. bili i wyzywali pracowników, kiedy uważali, że ci źle albo za wolno pracują.
    Codziennie około godz. 5 rano przyjeżdżali do domów swoich pracowników i samochodami zabierali ich na plac budowy. Jeśli w aucie nie było miejsca, to pracownicy byli pakowani do bagażnika. W ten sposób podróżowali na przykład spod Wołowa do Bielan Wrocławskich.

    Jeden z pokrzywdzonych został tak skatowany, że ze złamaną ręką trafił do szpitala. Był bardzo zastraszony - dopiero po kilku miesiącach zdecydował się opowiedzieć prokuraturze, jak do tego doszło.

    Ta wstrząsająca historia zaczęła wychodzić na światło dzienne w lipcu ubiegłego roku. Wtedy dwaj pracownicy firmy z Wołowa uciekli od Grzegorza Sz. Zatrudnili się w firmie budowlanej w Warszawie. Ich były pracodawca zorganizował pościg. Ustalił, że jeden z jego robotników kontaktuje się z uciekinierami. Pobił go, zamknął na noc w komórce i zmusił do udziału w prowokacji.

    Zastraszony pracownik dzwonił do kolegów w Warszawie, mówiąc, że też chce przyjechać do nich pracować. W rzeczywistości do Warszawy przyjechał w towarzystwie Grzegorza Sz. i jego szwagra. Jeden z uciekinierów - którego znaleźli w mieszkaniu wynajętym w domku pod Warszawą - był bity i kopany. Właśnie wtedy złamali mu rękę.

    Do jego kryjówki weszli przez okno, bo warszawski pracodawca nie chciał ich wpuścić do środka. Zamierzał nawet wykupić więźniów.
    - To sprawa honoru - miał usłyszeć od Grzegorza Sz. - Jestem twardy. Nie pozwolę, by mi ludzie uciekali z pracy.
    Uciekinierzy zostali jednak zapakowani do samochodu i odwiezieni do Wołowa. Ten ze złamaną ręką trafił do szpitala.

    O całej sprawie prokuraturę zawiadomił urząd pracy. Na skargę przyszła tam matka dwóch prześladowanych braci zatrudnionych w firmie Grzegorza Sz.
    Pracodawca został aresztowany 19 lipca. Tuż po posiedzeniu aresztowym próbował uciekać. Wykorzystał nieuwagę konwojujących go funkcjonariuszy i wyskoczył przez okno z gmachu komendy w Wołowie. Ze złamaną nogą dotarł aż do szpitala we Wrocławiu. Tu znaleźli go policjanci.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      artykuł

      kkulii (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 9 / 6

      stek bzdur...;]

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama