Ważne
    Inwestor zyskuje tu coś jeszcze - gwarancję jakości

    Inwestor zyskuje tu coś jeszcze - gwarancję jakości

    Artykuł sponsorowany

    Gazeta Wrocławska

    Inwestor zyskuje tu coś jeszcze - gwarancję jakości
    Po prostu może być pewnym, że jego pieniądze nie zostaną zmarnowane, w tym interesie nie traci nikt.
    Inwestor zyskuje tu coś jeszcze - gwarancję jakości
    Śmierć i podatki
    Krzysztof Szota, doradca podatkowy z Pomorza, zawsze mobilizuje się, gdy rząd upraszcza podatki. – Jakoś tak się dziwnie składa – śmieje się – że wtedy jest jeszcze więcej pracy. „Na tym świecie pewne są tylko dwie rzeczy: śmierć i podatki” – to cytat Beniamina Franklina z witryny internetowej jego firmy.

    Nie chce nazywać się biznesmenem. Raczej przedsiębiorcą. Obsługuje siedemdziesiąt podmiotów. Pół żartem opowiada, że przedmiotem jego działalności jest walka z systemem i z podatkami. Chyba przestał łudzić się, że da się oddzielić tożsamość przedsiębiorcy i osoby prywatnej. Coraz więcej osób prowadzących działalność gospodarczą, godząc się na taki stan rzeczy, szuka sposobów, by pozostać w zgodzie ze swoim systemem wartości. Zamiast frustrować się, szukają rozwiązań. Rynek oferuje coraz więcej narzędzi, by robić to skutecznie i mądrze.

    W poszukiwaniu dobrej perspektywy
    Krzysztof Szota, z zawodu monter kadłubów okrętowych, od kilkunastu lat kolekcjonuje cartes de visite. Są to małe fotografie, wykonane na negatywie albuminowym, opatentowane w 1854 roku. Krzysztof Szota w ogóle kocha fotografię. Jako absolwent Studium Fotografii Artystycznej Stefana Figlarowicza, wybrał się na trzytygodniową wyprawę do Chin, z której przywiózł tak dobre zdjęcia, że zagościły na wystawie w Toruniu. Udziały w wielu warsztatach fotograficznych uświadomiły mu przede wszystkim, jak jesteśmy różni. Załóżmy, do postindustrialnej hali wchodzi stu fotografów. Szansa, że przyniosą identyczne kadry jest znikoma. Każdy widzi coś innego. Podobnie jest w życiu. Istniejemy w sieci wzajemnych zależności i każdy z nas przyjmuje swoją, a na pewno inną pespektywę.

    W Polsce, między innymi dzięki dotacjom unijnym, następują nieodwracalne zmiany. Postępuje specjalizacja usług i ich profesjonalizacja, co niesie ze sobą określone ryzyka, na przykład brak tej szerokiej perspektywy, niezbędnej do funkcjonowania w globalnym świecie. Dorobkiewicze przestają się wstydzić swojej pracy. Ich dorobek jest dla nich powodem do dumy.

    Ta zmiana stała się przestrzenią do wprowadzania do życia firm praktyk CSR. To angielski skrót od słów „Biznes Odpowiedzialny Społecznie”.

    Krzysztof Szota należy do rosnącego grona przedsiębiorców, dla których firma to nie tylko pragnienie zysku, ale styl życia. Minął czas szalonej, charakterystycznej dla dziewięćdziesiątych pogoni wyłącznie za pieniądzem i dorobkiewicze coraz częściej zadają sobie pytania o sens swojej pracy.

    Wprowadzają praktyki, dzięki którym mogą uporządkować swoje życie, w tym świat wartości, odzyskać wewnętrzny spokój.
    Tacy przedsiębiorcy stali się pionierami w dziedzinie CSR. Oficjalne raporty dowodzą, że liczba firm, które decydują się na inwestycje w lokalne społeczności, rośnie. Poprzedni rok był w tym względzie rekordowy, zanotowano 813 dobrych praktyk CSR. To one są perspektywą, która łączy coraz więcej firm.

    Patagonia pionierem
    Krzysztof Szota należy do rosnącego grona przedsiębiorców, dla których firma to nie tylko pragnienie zysku, ale zobowiązania, styl życia. Minął czas szalonej, charakterystycznej dla dziewięćdziesiątych pogoni wyłącznie za pieniądzem i dorobkiewicze coraz częściej zadają sobie pytania o sens swojej pracy. Polacy, którzy odnieśli sukces rynkowy, zrozumieli, że to powód do dumy, a nie wstydu.

    Zwykle dużo pracują, odbierają telefony do późnych godzin i próba kategorycznego rozdziału życia prywatnego i biznesowego nie udaje się. – Firma to ja, przedsiębiorstwo to ja – mówi Krzysztof Szota z Gdańska, Inwestor Społeczny SZLACHETNEJ PACZKI. W takich okolicznościach zamiast frustrować się, wprowadzają praktyki, dzięki którym mogą uporządkować swoje życie, w tym świat wartości, odzyskać wewnętrzny spokój.

    Tacy przedsiębiorcy stali się pionierami w dziedzinie CSR. To angielski skrót od „Biznes Odpowiedzialny Społecznie”. Oficjalne raporty dowodzą, że liczba firm, które decydują się na inwestycje w lokalne społeczności, rośnie. Poprzedni rok był w tym względzie rekordowy, zanotowano 813 dobrych praktyk CSR.

    Dołącz do grona Inwestorów Społecznych i zmieniaj świat na lepsze >>
    Sztandarowym przykładem firmy, której priorytetem jest troska o środowisko i lokalne społeczności jest Patagonia, międzynarodowa firma z rocznymi dochodami ze sprzedaży rzędu 220 milionów dolarów, zatrudniająca około tysiąc pracowników. Dziś Patagonia stawia na regularność, przekazując co roku 10 % swoich zysków albo 1 % dochodu ze sprzedaży dla organizacji pozarządowych. Wszystko zaczęło się jednak inaczej, od silnego impulsu. Patagonia to lider na rynku odzieży turystycznej. Wytrawni globtroterzy i wyczynowcy cenią jakość i innowacyjność produktów tej marki. Firma zużywa w produkcji dużo bawełny. W 1992 roku członkowie jej kadry zarządzającej wybrali się na plantację, z której dostarczano jej surowiec. Osłupieli, gdy zobaczyli, ile pestycydów stosuje się do przemysłowej uprawy bawełny. Okazało się, że globalnie 25 % pestycydów pochłaniają uprawy właśnie tej rośliny. Menadżerzy Patagonii zrozumieli, że mogą mieć rzeczywisty wpływ na to, co dzieje się na świecie. Zależy to od ich woli. Naturalnie pojawiły się obawy. Całkiem słuszne. Zdecydowali się kupować wyłącznie bawełnę organiczną, o wiele droższą. Firma przez to przeżyła kłopoty finansowe. Wtedy jednak, być może pierwszy raz w dziejach nowoczesnej gospodarki, odkryto wymierne korzyści dla firmy, jakie płyną z obrania takiego kursu.

    Niespodziewany efekt
    Wysokie koszty organicznej bawełny były dla Patagonii największym wyzwaniem. Okazało się jednak, że trud mobilizuje do szukania nowych rozwiązań, a więc stymuluje innowacyjność. To wówczas nie mieściło się w głowie ekonomistom – Patagonia zaczęła produkować towar lepszy i nowocześniejszy, a dzięki trosce o środowisko, zyskała wśród klientów opinię firmy z klasą, w którą warto inwestować. Jej pozycja na rynku wzrosła jeszcze bardziej.

    Patagonia była pionierem. Dziś, szczególnie w krajach zachodnich, udział w projektach CSR staje się standardem. Firma, która ignoruje otoczenie, wyraźnie traci reputację. Minął definitywnie czas, gdy podobne działania kojarzono z „lewactwem”. Eksperci są zgodni, że takie praktyki to dostęp do nowych zasobów, prestiż, rzeczywista inwestycja w swoich pracowników, również w ich morale. Zarządy liderów w tej dziedzinie przyznają, że nie można lekceważyć świata wartości, które przenikają całe nasze życie. CSR kojarzy się wielu przedsiębiorcom z ofertą dla korporacji, dzięki której mogą zintegrować swoich pracowników podczas wspólnej pracy dla domu dziecka, czy z działaniami na rzecz indiańskiej wioski w Amazonii. Albo z wielkimi kampaniami społecznymi, jak np. „Piłeś? Nie jedź!”. Słusznie, to też działania z obszaru CSR, efekt dobrowolnej pracy firm piwowarskich.

    Ale to błędne przekonania. Ostatnio pojawiają się na rynku sprawne narzędzia, które pozwalają skutecznie wpływać na otoczenie nie tylko wielkim koncernom, ale małym i średnim przedsiębiorcom. Dla wielu z nich, jedyną dziś blokadą jest brak wiedzy, pomysłu, jak to zrobić. Nie mają też często na to czasu. Boją się, czy ich pieniądze nie idą na marne. Z jednego z nowych narzędzi skorzystał Krzysztof Szota.

    Nowa szansa dla firm
    Krzysztof Szota zdecydował się zostać INWESTOREM SPOŁECZNYM w nowym projekcie Stowarzyszenia WIOSNA księdza Jacka Stryczka, założyciela SZLACHETNEJ PACZKI. Mechanizm jest prosty. Inwestor Społeczny wpłaca 5 tys. zł, a te zasilają lokalnie SZLACHETNĄ PACZKĘ i kolegia AKADEMII PRZYSZŁOŚCI, w której dzieci z problemami w szkole mają szansę uwierzyć w siebie. Inwestor zmienia swoją najbliższą okolicę, ma wkład w jej kapitał społeczny. Bez niego następuje drenaż zasobów ludzkich. Nie ma zdolnych i mądrych pracowników, nie ma perspektyw firmy. To system naczyń połączonych. – Jestem lokalnym patriotą. Kiedy pomagam w mojej okolicy, zmieniam ją, a więc i mnie będzie lepiej. Wierzę w siłę dobrej energii, którą wypuszczamy w świat – mówi. Inwestor Społeczny sprawia, że jego okolica staje się bogatsza. Inwestuje w edukację potencjalnych pracowników, w klientów, w przyszłość swoich dzieci.

    Zyskuje coś jeszcze: gwarancję jakości. Po prostu może być pewnym, że jego pieniądze nie zostaną zmarnowane, w tej relacji nie traci nikt. – Pomagam, inwestując wyłącznie w przemyślane mechanizmy pomocowe, jak w Inwestorze Społecznym – mówi nam Krzysztof Filarski z Warszawy, właściciel firmy konsultingowej Westhill Consulting, który również zdecydował się zaangażować. Inwestor ma wgląd w efekty swoich działań, rzeczywisty kontakt z beneficjentami. Do WIOSNY zgłaszają się kolejni chętni.

    Wiele firm boryka się tez atmosferą w miejscu pracy. Udział w Finale SZLACHETNEJ PACZCE, wspólna praca przy pakowaniu paczki, to okazja do pozytywnej integracji pracowników.

    Dziś przedsiębiorcy w województwie dolnośląskim mogą wesprzeć aż 44 rejony SZLACHETNEJ PACZKI i 18 kolegiów AKADEMII PRZYSZŁOŚCI. Każdy z nich z łatwością odnajdzie rejon bliski swojemu sercu. Projekt Inwestor Społeczny to na pewno nowe otwarcie dla biznesu, który chce być odpowiedzialny społecznie. Sprawia, że inwestycje w najbliższe otoczenie staną się bardziej wiarygodne, konkretne, dostępne dla każdego przedsiębiorcy. To zapewne przyczyni się do rozwoju CSR w Polsce.

    Dołącz do grona Inwestorów Społecznych i zmieniaj świat na lepsze >>

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo