Pod koniec ubiegłego roku władze miasta rozwiązały umowę z konsorcjum firm pod przewodnictwem Mostostalu Warszawa, które budowało obiekt. Powodem było ponadtrzymiesięczne opóźnienie robót. Prawie od razu rozpoczęto negocjacje właśnie z koncernem Max Bögl, zakończone podpisaniem umowy.
Od ponad dwóch tygodni trwa odbieranie placu budowy Mostostalowi i przekazywanie go Niemcom. Żeby to zrobić, trzeba
spisać każdą śrubkę i każdy metr sześcienny wylanego betonu. To ważne nie tylko dlatego, by wiedzieć, ile która firma zbudowała, ale także, ile której trzeba będzie zapłacić.
Pojawienie się na budowie ludzi Maxa Bögla to dobry sygnał. Mostostal, który wyrokiem sądu musiał wpuścić na teren budowy "urzędników i osoby przez nich upoważnione", czyli przedstawicieli niemieckiego koncernu, ma czas na wywiezienie swojego sprzętu do 14 lutego.
Do tego czasu będzie trwało ustalanie technicznych szczegółów między niemieckim koncernem a spółką Wrocław 2012, która w imieniu władz miasta nadzoruje tę budowę. Obie strony muszą uzgodnić choćby harmonogram robót.
W najbliższych dniach Max Bögl musi m.in. zarejestrować nowego kierownika budowy - z nieoficjalnych informacji wiemy, że osoba, która ma nim zostać, była wczoraj na placu budowy, ale jej personalia są owiane tajemnicą. Trzeba też porozumieć się z podwykonawcami, którzy do tej pory budowali stadion, bo sporą część z nich nowy wykonawca chce zatrzymać na Maślicach.